5

„Polityka” o ojcach- czyli wciąż czekam na dobry tekst o ojcostwie

20140627-115726-43046108.jpg

No dobra, przeczytałam. Powiem krótko, bo nie ma co się rozpisywać.
Coś jest nie tak z tym tekstem i chyba to jest po prostu taka maksymalna gazetowa powierzchowność.

Podsumowanie doświadczeń par, które po równo dzielą się obowiązkami przy dzieciach, jako tych, które w końcu się z tego powodu rozwodzą, albo przynajmniej nie mają seksu, jest dla mnie po prostu bzdurne. Nie w tym sensie, że nie ma takich rodzin, albo ja ich nie znam, tylko dlatego, że między koincydencją a korelacją jest jednak pewna różnica. I warto to wiedzieć, jak się pisze taki tekst. Że może są jakieś inne okoliczności, które do tego prowadzą, a nie, że od razu model jest zły, bo ojciec traci na męskości, a z tego to same problemy, więc już lepiej niech zostanie po staremu. WTF?

To, że ojciec nie jest matką, to już naprawdę nie musiało się wielce okazywać. Przytomni ludzie nie mają co do tego wątpliwości raczej od dawna. Ale fajnie może, że napisali, że rolą ojca w pierwszym okresie życia dziecka nie jest USIŁOWANIE WEJŚCIA W ROLĘ MATKI, a WSPARCIE matki- co oczywiście może przybierać rozmaite formy- i tu zgoda, że zależy od preferencji, od tego jak się partnerzy dogadają.

A połowa tekstu to takie pitu-pitu tatów-celebrytów, z którego niewiele wynika.
Ogółem, spodziewałam się po Polityce trochę poważniejszego podejścia do tematu.
Ale oceńcie sami.
I napiszcie mi, co sądzicie.

Reklamy
5

Tato

Opowiem Wam dziś o moim Tacie.

Tato miał nas w czasach, kiedy Dnia Ojca za bardzo nie celebrowano. Celebrowano za to Dzień Matki. Tato robił z nami laurki na Dzień Matki.
Większość kolegów Taty nie bardzo wiedziała, w której klasie są ich dzieci. Tato znał wszystkie dzieci z mojej klasy, i ich rodziców, i nauczycieli, i nawet woźne ze szkoły. Bo był na każdej wywiadówce, niejednej wycieczce i codziennie odrabiał z nami lekcje. I ślęczał po nocy nad zadaniami z gwiazdką, żebym mogła dostawać te wszystkie szóstki z matmy i fizy.
I szył nam kostiumy na bale przebierańców. I chodził z nami na te bale.
Codziennie wyprawiał nas do szkoły (bo mama była już w pracy) i czekał na nas z obiadem (bo mama była jeszcze w pracy). Zaplatał warkocze, pakował kanapki. Głaskał po głowie i pozwalał zasypiać na ramieniu (do dziś uwielbiam jedno i drugie). Opatrywał zdarte kolana, nacierał plecy spirytusem i stawiał bańki.
Był.

To Tato był najwierniejszym kibicem wszystkich moich dyscyplin.
To z Tatą po raz pierwszy poszłam do ginekologa.

Wychowałam się w domu „odwróconych ról”- Mama pracowała i realizowała się zawodowo, Tato się nami zajmował i realizował się… no właśnie, czy się realizował?
To nie był wybór, to była konieczność. A to nie były czasy na tego rodzaju partnerstwo. Nawet dziś nie są.

Kiedy pani w pierwszej klasie zapytała o zawody rodziców- rezolutnie odparłam, że Tato jest gospodynią domową. Potem Tato powtarzał to jako anegdotę, ale nie wiem, czy nie zraniłam wówczas jego męskiej dumy. Nigdy go o to nie zapytałam. A on nigdy nie dał nam odczuć, że czuje się gorszym człowiekiem, bo został w domu z dziećmi, zamiast iść zarabiać pieniądze, jak prawdziwi mężczyźni. Nie wiem, co mu mówili „prawdziwi mężczyźni”, ale na szczęście Tato nie był z tych, co sobie dają w kaszę pluć.

Dzięki Tacie nigdy nie czułam, że czegoś nie mogę, bo jestem dziewczyną.
Dzięki Tacie nigdy nie pomyślałam, że facet czegoś nie powinien, bo jest facetem.

Był człowiekiem pełnym wad i słabości.
Z pewnością był niedoskonałym mężem.
Tatą był najlepszym.

Z okazji Dnia Ojca bardzo za nim tęsknię.
I najbardziej na świecie żałuję, że Mikrob go nie pozna.