34

#proboob, czyli matko, nie daj się Pogromcom Cyca

20131220-170140.jpg

Uwaga! Będzie o cyckach! Ale nie tych z bilboardów, teledysków, okładek, kurewskich ulotek czy obrazów Madonny z Dzieciątkiem, na które natykamy się wszędzie i są ok, i nikogo nie oburzają, a o tych prawdziwych, należących do karmiących matek, które z rzadka można dojrzeć w kawiarni czy centrum handlowym, bo są obsceniczne i należy je wraz z właścicielkami trzymać wyłącznie w domu pod kluczem.

482054_442836549080008_148528336_n

Wiadomo, jak latem wsiada do autobusu nawalony, spocony kark bez koszulki, z kebabem w jednej i browarem w drugiej garści, to pies z kulawą nogą nie zwróci mu uwagi, choćby wszyscy zdychali z gorąca i smrodu. Ale gdy tylko jakaś matka uzna za stosowne nakarmić swoje wrzeszczące z głodu dziecko w tym samym autobusie, zaraz znajdzie się sfora bardzo odważnych piczek-zasadniczek i wąsatych dziadów, którzy zaczną ujadać nad niestosownością, upadkiem obyczajów i obnażaniem intymności.

cartoon 3
Wielkie zgorszenie miała siać przecież wystawa zdjęć karmiących matek zorganizowana przez fundację Mleko Mamy, która w końcu nie została pokazana w warszawskim metrze, bo odpowiedzialna za nią Galeria Pociąg do Sztuki stchórzyła w tym absurdalnym sporze (z kim właściwie?) i wycofała się rakiem (żenujące tłumaczenia przedstawicielki Galerii można przeczytać tu). Na szczęście włodarze UW okazali się mnie pruderyjni niż, pożal się Boże, impresariowie sztuki i wystawę pokazano w bibliotece uniwersyteckiej. Ale stężenie absurdu jakie osiągnięto w dyskusji nad tematem „obsceniczności karmienia piersią” sięgnęło gwiazdozbioru Centaura (próbkę można przeczytać tutaj).

Ostatnio już nawet Papież Franciszek nie wytrzymał i podczas audiencji generalnej zachęcił skrępowaną matkę, by nakarmiła swoje płaczące dziecko. TAK! PIERSIĄ! Jakoś nie uznał, że naruszy to majestat Głowy Kościoła i powagę Stolicy Apostolskiej. A na głupim brytyjskim basenie, jeszcze głupszy ratownik  w swej nadgorliwości wyrzucił matkę za „wnoszenie jedzenia na teren”, bo w regulaminie akurat nic o piersi nie było.

Nie będę się pastwić nad hipokryzją tych obrońców moralności, którzy sami spędzili pewnie co najmniej kilka miesięcy wisząc u maminego cyca, ani nad brakiem elementarnej empatii w narodzie, bo mi się nie chce. Zwracam tylko uwagę, że zmuszanie karmiących matek do siedzenia w domu, ogranicza ich wolność,  swobodę poruszania się i spędzania czasu tam, gdzie chcą i nie różni się niczym od wykluczania z przestrzeni publicznej inwalidów czy  seniorów. I to mnie wkurwia.

Że co? Że epatuję nagością? Ależ można się odwrócić. Nie trzeba od razu się gapić jak sroka w gnat. Można liczyć pety na chodniku, albo ledy w reklamach. Że karmienie, tak jak inne czynności fizjologiczne należy załatwiać w domu? Pewnie! A jak się akurat nie jest w domu, należy się zsikać w majtki. Dla zasady. Że powinnam się zakryć? Koniecznie! Już kupuję mały namiocik, który zawsze chętnie rozłożę po to, by nie urazić nikogo widokiem dziecka ssącego moją pierś.

Cotton-Breastfeeding-Cover-breast-Feeding-Blanket-Nursing-Cape-Top-cover

Ale taka narzutka mi się podoba 😉

578822_10151509601382389_1539817645_n

A żeby nie było tylko gorzko i niekonstruktywnie, załączam poniżej moją listę ciętych ripost, po których najwięksi Pogromcy Cyca powinni się odpieprzyć.

1. Do kelnerów 

Wielka szkoda, że u państwa nie można karmić, bo właśnie chciałam zapytać, czy nie można by tu zorganizować chrzcin na 70 osób. No trudno. I poproszę szefa, bo zanim was dopiszę do czarnej listy miejsc, których powinny unikać rodziny z dziećmi, chętnie zapytam, czy to oficjalne stanowisko firmy.

2. Do Starych Wścibskich Bab

Razi panią widok mojej piersi? A, to przepraszam. Tylko niech pani idzie ostrożnie, bo się pani potknie o własną.

3. Do rechoczącej gówniażerki

Mamusia karmiła butelką? A potem tłukła po główce? No widać właśnie.

4. Do Skwaszonych Wąsatych Pierdzieli

Dziadku nie stękaj, tylko sobie popatrz, bo to pewnie jedyna pierś, którą  w tym stuleciu zobaczysz nie na obrazku.

5. Do łysego drecha

Stary, najlepsze proteiny. Serioza. Bicki same nie urosno, nie?

Cycki do góry!

Wasza Boska M.

20131220-171004.jpg

0

bobo-sesja DIY*

IMG_9081

* przy realizacji poniższych zdjęć nie  ucierpiało żadne dziecko, co więcej, to dziecko też miało niezły ubaw
** warto otwierać załączone linki, bo bez nich post jest dużo mniej zabawny

Wyznaję, jestem uzależniona. Nie potrafię przeżyć dnia bez zrobienia zdjęcia mojemu synkowi. Nie wiem, czy bardziej dlatego, żeby pokazywać potem na prawo i lewo, jaki jest wybitnie piękny i mądry, czy po to, żeby móc sobie przypomnieć, jakim był turbosłodziakiem, kiedy będzie do mnie mówił już tylko: „Mamo weeeeeeeź…”. I choć dziś właśnie mija dopiero trzy miesiące od jego narodzin, mam tych zdjęć już prawie tysiąc, a, przysięgam, i tak są mocno przebrane 🙂 Na moją zgubę działa przyzwoity aparat w telefonie i, oczywiście, Instagram. Tak oto nawet najbardziej kichowe zdjęcie, gdy pokryte szlachetna patyną filtra Amaro, wygląda nagle interesująco. I jakoś szkoda skasować.

Adaś urodzinowy

Na całe szczęście, robienie zdjęć dzieciom jest dziś o niebo prostsze (i tańsze) niż przed stu laty, gdy  naświetlenie kliszy fotograficznej trwało minutę, a utrzymanie szkodnika nieruchomo w jednej pozycji wymagało od rodziców nie lada ekwilibrystyki. Ale ja też pewnie przebrałabym się za fotel po to, żeby Dynduś miał udaną fotę. Tak jak ci rodzice z końca XIX wieku.

Tymczasem pozazdrościłam fantastycznych kadrów  Jasonowi Lee, który, co prawda jest profesjonalnym fotografem (ślubnym), ale to, co zrobił ze swoimi córeczkami wymaga takiej wyobraźni, że nawet można mu to wybaczyć 😉 Uwielbiam też kombinacje tego typu i trochę żałuję, że mój synek nie jest już takim bezwładnym blinem, z którym można zrobić wszystko, gdy śpi.  Oczywiście i u nas są fantastyczni profesjonalni fotografowie, którzy za jedyne parę(naście) stów zrobią zdjęcia a la Anne Geddes, ale przy takiej ilości misiowych kostiumów w sklepach (sami ostatnio nabyliśmy renifera, supermena i pandę) wystarczy dobre światło, niezły aparat i trochę cierpliwości, żeby samemu zrobić przyzwoitą bobo-sesję. My dzięki uprzejmości naszej szwagierki in spe i jej wypasionego Canona mamy za sobą pierwszą serię zdjęć. I na pewno nie ostatnią.

A ponieważ fotografowaliśmy się w Mikołajki, nie mogło zabraknąć renifera (za rozgwieżdżone niebo robi obrus z Ikei)

Adaś mikołajkowy

Jako że Boski Tata wydziera się na wokalu w zespole Rouse Pores, a koszulka Stonesów w rozmiarze 56 zrobiła się już przymała, wykorzystaliśmy też ostatnią szansę na wystąpienie w rockowym anturażu ku chwale Taty (trzeba było tylko uważać, żeby się klapa od futerału nie omsknęła misiakowi na głowę)

Adaś rokowy

No i wreszcie (o niebiosa!) to JA mogłam sobie zrobić zdjęcie z moim synkiem i choć raz być po TEJ WŁAŚCIWEJ STRONIE OBIEKTYWU, czego i Wam życzę, amen.


 IMG_9088

6

błogosławiony Facebook od matek

20131201-201812.jpg

Zawsze kochałam Facebooka, ale odkąd zaszłam w ciążę i urodziłam Mikroba, szczerze go błogosławię. Uważam, że Mark Zuccerberg i jego niegdysiejsi kumple zrobili dla dobrostanu psychicznego matek więcej, niż wszystkie poradniki psychologiczne świata oraz Super Niania. Prawie tyle, co wynalazca słodzonego mleka w tubce.
Wraz z początkiem ery F.B. skończyła się alienacja  kobiet,  od stuleci wydalanych ze społeczeństwa na ciążową/połogową/wychowawczą banicję. Albowiem, kobiety ciężarne, a później matki, przed erą Facebooka (skrót p.F.B.) nie mogły realizować tego, co jest, moim zdaniem, absolutnie immanentną częścią każdej chcianej ciąży. I wszystkiego, co jest po. Jak poranne mdłości, huśtawka nastrojów i szalony apetyt na lody o smaku golonki. Nie mogły realizować potrzeby, by OPOWIEDZIEĆ O TYM CAŁEMU ŚWIATU.
Potrzeba, by OPOWIEDZIEĆ O TYM CAŁEMU ŚWIATU (skrót o.o.t.c.ś), na pewno, jak wszystkie inne matkowe przypadłości, ma jakieś uzasadnienie w skomplikowanej mechanice hormonów i neurotransmiterów, a za jej wyjaśnienie ktoś kiedyś dostanie Nobla z medycyny. Ale nie będę to ja, niestety.
Ja mogę wam tylko opowiedzieć, jak sama spamuję moich fejsbukowych znajomych oraz podzielić się z Wami rozmaitymi dylematami natury etycznej i towarzyskiej, jakie generuje Facebook (przy wszystkich jego niewysłowionych dobrodziejstwach, alleluja!).

DYLEMAT 1: Czy oznajmić na FB, że jesteś w ciąży?

Czemu nie? Tylko warto najpierw powiedzieć o tym ojcu dziecka, albo przynajmniej usunąć go ze znajomych.

DYLEMAT 2: Czy opublikować na FB zdjęcie USG?

Jeśli masz ochotę. Część Twoich frendsów już wtedy uzna, że wpadłaś w dziecko-szał i po raz pierwszy pomyśli, czy nie wywalić Cię ze znajomych. Ale kto by się tym przejmował 🙂 Ja oczywiście wrzuciłam.

20131201-203814.jpg

Acha, i nie zdziw się jak ktoś na załączone do USG Twoje pytanie retoryczne w stylu „Czyż nie jest piękny/piękna?” odpowie: „Ale co?”

DYLEMAT 3: Czy wrzucać kolejne swoje zdjęcia z coraz większym brzuchem?

Koniecznie! Jeśli wyglądasz coraz gorzej, wszystkie Twoje sukowate koleżanki nagle staną się dla Ciebie miłe, niezmordowani adoratorzy w końcu zapadną się pod ziemię, a szczere przyjaciółki będą podtrzymywać na duchu słowami: „To na pewno dziewczynka. One kradną urodę”.

20131201-201803.jpg

Jeśli, mimo upływu kolejnych trymestrów, rozkwitasz i apetycznie pęczniejesz tylko tam, gdzie należy, tym bardziej! Wredne koleżanki krew zaleje, niezmordowani adoratorzy zasypią Cię komplementami, a serdeczne przyjaciółki podsumują ze znawstwem: „To na pewno chłopak, bo wyglądasz jak milion dolarów”.

20131201-201747.jpg

DYLEMAT 4: Czy dzielić się wrażeniami z pierwszego USG trans, porannych sprintów do kibelka i posikiwania po nogach? 

Tylko jeśli Twoi znajomi to w większości lekarze- patolodzy, dentyści i proktolodzy (oni zniosą wszystko) albo inni zboczeńcy, np. wielbiciele horrorów gore. Ewentualnie, jeśli sprawi to, że przejdą Ci mdłości i ustanie parcie na pęcherz, też można. Dla zdrowotności.

DYLEMAT 5: Czy obwieścić, że właśnie zaczęłaś rodzić i jedziesz do szpitala?

Jak zdążysz. Ja nie zdążyłam.

DYLEMAT 6: Czy poinformować szanownych fejsbuków o pojawieniu się gnomika* na świecie osobiście, czy zlecić to Tacie Gnomowi?

* to, jakże trafne i poręczne, określenie na potomstwo płci obojga, zawdzięczam mojej serdecznej koleżance Dominice S., którą z tego miejsca pozdrawiam 😉

To zależy. Jeśli leżysz w łóżku rozpruta po cesarce i nie możesz ruszyć niczym poza kciukami, to doskonała okazja, żeby użyć swojego smartfona i pochwalić się światu zanim Ci go przyniosą. Ale uwaga! Przez krótką chwilę, kiedy Ty leżysz nieprzytomna po narkozie, Tata Gnom na pewno już wrzucił coś na walla. I zapomniał Cię otagować.

Jeśli jednak urodziłaś jak rasowa samica, siłami natury, i na dodatek w szpitalu, co odrobił lekcję z „Rodzić po ludzku”, to przez pierwsze dwie godziny ręce będziesz mieć zajęte obściskiwaniem misiocyta. A niestety FB nie ma jeszcze funkcji głosowego wprowadzania posta, więc lepiej poproś Tatę Gnoma.

DYLEMAT 7: Jakie zdjęcie wrzucić jako pierwsze? 

Odradzam te zaraz po odcięciu pępowiny, tj. zdjęcia typu „bobo prosto z cipki”, co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, większość ludzi o słabszych nerwach może się nabawić apopleksji na widok prawdziwego noworodka, który nie wygląda jak 3-miesięczne niemowlę. Po drugie, Twoje dziecko kiedyś może Ci mieć za złe. Zachęcam do wybrania najsłitaśniejszej foci  i  opatrzenie jej poetyckim, patetycznym, wzruszającym opisem, aż wszystkich zemdli. Czekałaś na to 9 miesięcy. A oni Ci wybaczą.

20131201-200144.jpg

DYLEMAT 8: Jak często wrzucać kolejne posty/zdjęcia związane z Twoim ulubionym, obecnie (i prawdopodobnie na zawsze) człowiekiem?

Tak często, jak masz ochotę. Ja stosuję równolegle system miesięczny

20131201-200201.jpg

20131201-201006.jpg

Wraz z apdejtem w typie „a dziś byliśmy w…”

20131201-200154.jpg

oraz edycją „na specjalne okazje”. Tu np.  11 listopada:

20131201-200126.jpg

Tak, to jest baby spam. Przyjaciele zrozumieją. Haters gonna hate.

DYLEMAT 9: Czy moje dziecko mnie za to nie znienawidzi?

Nie można tego wykluczyć. Dlatego warto zawczasu zapoznać się z ciekawymi publikacjami na temat tego, co jest największą oborą, jaką możesz zgotować na Facebooku swojemu dziecku oraz jakim typem rodzica na FB jesteś. I nie być nim.

A swoją drogą, współczesna dzieciarnia ponoć wynosi się na Instagram. Bo są fajne focie i starych jeszcze tam nie ma.